Przejdź do głównej zawartości

... mimochodem bezdomny nie znaczy gorszy ...


Tak bardzo chciałem pokazać sobie na jak wiele mnie stać, jakim to ja człowiekiem nie jestem. Do dzisiaj...

... w jednym z poznańskich parków mieszczących się koło Uniwersytetu Ekonomicznego zaczepiła mnie bezdomna w średnim wieku kobieta. Ubrana była niedbale w pomiętą i zażółconą koszulę, znoszoną marynarkę, spodnie w kant przetarte w kolanach i czarne, zdawać by się mogło jedyne z garderoby jako nowe, mokasyny. Długie palce swoich smukłych spracowanych dłoni trzymały dzisiejsze wydanie "Metra" gdzie zauważalne były zaczątki rozwiązywania krzyżówki.
Moją uwagę przykuł piękny rudowłosy z lekko kręconych włosów upięty kok gdzie swobodnie opadały jej na czoło i skroń kosmyki luźno puszczonych włosów. Wyglądała arystokratycznie pomimo całej tej swojej "brudnej" otoczki. Z niebywałą jak dla mnie nonszalancją i kurtuazją w głosie poprosiła o drobny datek pieniężny.

Jako że nie mam w nawyku obdarowywać nikogo pieniędzmi kupiłem w najbliższej Biedronce dwie siatki jedzenia. Po półgodzinnej mojej nieobecności zmieniła swoje miejsce spoczynku i przeniosła się nad sadzawkę gdzie z mydłem w jednej a ręcznikiem w drugiej dłoni ochoczo mnie przywitała. Nie czuła ani to skrępowania ani to zażenowania gdy "przyłapałem" ją na owych czynnościach toaletowych. Podszedłem zostawiłem przy ławce siatki z jedzeniem i szybkim wręcz defiladowym krokiem chciałem się oddalić, a właściwie upłynnić z tego miejsca. Ubiegła mnie jednak po 100 metrach wyskakując z krzaków i oznajmiając wszem i wobec, że zaszczycona by była gdybym potowarzyszył jej we wspólnie zjedzonym posiłku.

Pomimo tej całej otoczki odważnej, wygadanej i na pozór mało zakompleksionej kobiety
dostrzegłem niesamowity wysiłek intelektualny co do kwestii prośby zjedzenia wspólnie obiadu. Nie tyle ton jej głosu spowodował to, iż przystałem na Jej prośbę co gest zaciśniętych dłoni, które sprzężone były z wargami. Nie bacząc na ludzi i zastaną sytuację chwyciłem Jej zmęczone dłonie i w geście Jej aprobaty nie dość że je otworzyła to mocno mnie za swoje dłonie chwyciła.

W trakcie spożywania jedzenia nie odezwała się ani razu. W ciszy delektowała się posiłkiem. Zdawać by się mogło że, jadła na zapas. Dużymi haustami połykała mało przeżute porcje jedzenia. Za każdym razem błagalnym spojrzeniem i wahaniem w głosie pytała mnie czy może prosić o kolejną porcję. Dopiero po tym jak się najadła dostrzegłem jej piękne błękitno-lazurowe duże oczy, które krzyczały ze szczęścia, że mogą napawać się taką "kupą" jedzenia. Wszystkim co miała
to dzieliła się ze swoim jedynym przyjacielem w osobie psa Azora. Przybłędę przygarnęła bo jak sama siebie również nazwała wykolejoną przybłędą. Nie omieszkała też poczęstować strawą swoich współtowarzyszy niedoli urzędujących na sąsiadujących z nią ławkach. Miała w sobie tyle empatii i współczucia jakiej brakuje połowie ludzkości by nie powiedzieć zatrważającej większości. Ton Jej głosu wybrzmiewał niczym syreni pogłos. Bardzo mnie uspokajał i koił moje z kolei zszargane nerwy.

Przez cały okres współbiesiadnictwa z Marią bo tak miała na imię kobieta, choć kazała na siebie mówić Marysia, bo w Jej ocenie Panią Marią nigdy nie była, bacznie obserwowałem reakcje mijających nas ludzi. A ludzie...

... z zażenowaniem, konsternacją, skrępowaniem, zakłopotaniem, zawstydzeniem, zmieszaniem, osłupieniem, ogłupieniem, zdezorientowaniem, zdeprymowaniem, skonfundowaniem okazywali nam mimiką, gestykulacją, postawą ciała brak aprobaty dla takich jak "my". Nie myśląc nawet przez chwilę wyciągnąłem z plecaka kartkę papieru, pisak i napisałem na niej...

... NIE JESTEŚMY NIKIM, JESTEŚMY TYM WSZYSTKIM CZEGO WAM BRAKUJE... i przykleiłem na frontach naszych koszulek.

Następnie poprosiłem Marysię by przeszła się ze mną deptakiem aż do samego rynku poznańskiego. Nie pytała o nic, bo jak sama przyznała, że mało z tego wszystkiego rozumie. Zgodziła się ale pod warunkiem że dam Jej swoje przeciwsłoneczne okulary. Chciała być mimo wszystko anonimowa bo w tym upatrywała swoje poczucie godności i bezpieczeństwa. W międzyczasie spytałem Ją jak to się stało, że jest tam gdzie jest. Odpowiedziała mi jednym zbitkiem zdań na jednym wdechu...
Pobłądziłam szukając odskoczni w butelce wódki, a gdy już się obudziłam było za późno. Ale nie żałuję... jestem na swój sposób i wolna, i szczęśliwa. W swoim życiu dokonałam wiele nieprzemyślanych decyzji ale poniosłam konsekwencje mych wyborów i wyciągnęłam wnioski.  Brakuje mi tylko czasami uśmiechu na twarzach innych otaczających mnie osób. Ale Ty...
Ty jesteś tym czym i kim dla wielu być nie może, i nie chce.

Prawdą jest że stała się bezdomną poprzez alkoholizm i długi swojego męża. Rodzina, przyjaciele i znajomi nie rozumieli jak wielkim uczuciem pała do małżonka. Nie pozostał jej nikt nawet nadzieja stała się być płonna. Chciała Go "uleczyć" ale po czasie zrozumiała że nie każdmu da się pomóc bo zwyczajnie nie każdy tej pomocy chce i potrzebuje. Zapił się na śmierć, a wraz z utratą bliskiej osoby umarła cząsta Jej... Skwintowała to jednym zdaniem... Moja bezdomność jest moim wyborem. Tak jest mi łatwiej.

Ludzie na nasz widok nagle milkli chowając wzrok za siebie. Nastawała częstokroć niezręczna cisza podyktowana kwestią sylabizowania tego jednego zdania. Marysia po kilkuset metrach naszej wyprawy nabrawszy odwagi kazała mi się zatrzymać. Poprosiła o pisak i dopisała ale tylko na mojej kartce...

... JESTEM Z NIM BO ON JEST TYLKO I AŻ SOBĄ ...

... nigdy wcześniej się tak nie czułem taki - bezwstydnie wolny.

Na pożegnanie owa Kobieta poprosiła czy może zachować sobie okulary argumentując to tym, że tak ładnej i kolorowej buzi nie powinien zakrywać bo wstydzić się za innych to nie grzech ale grzechem jest już jak człowiek wstydzi się sam za siebie. To ta z nielicznych osób które nie proszą o wyjaśnienia tego jak ja wyglądam, a dostrzegają poza tym wszystkim inny wymiar człowieka. Jej ostatnie słowa zapadną mi do końca życia w pamięć.

W TWOJEJ GŁOWIE JEST CAŁY WSZECHŚWIAT I MAM NADZIEJĘ, ŻE KIEDYŚ W KTÓREJŚ SĄSIADUJĄCEJ Z TOBĄ KONSTELACJI GWIAZD I JA SIĘ ZNAJDĘ.

Nie można upraszczać ani kategoryzować pojęcia bezdomność. Bezdomność jak dla mnie to nie stan fizyczny, a częstokroć stan psychiczny i "wykreowany" stan mentalny. Trzeba zrozumieć wartości, które utracono i trzeba być świadomym własnej odrębności. Każdy jest inny na swój i to jest piękne. Niech rzuci kamieniem ten kto jest bez grzechu....

Pomimo iż inni mają realny wpływ na nasze życie to my podejmujemy decyzję. To my mamy realny i namacalny wpływ na to jakimi osobami się otaczamy i komu poświęcamy swój nader cenny czas. Czasami wystarczy zrzucić kaganiec własnych skrępowanych myśli i dostrzec w drugim człowieku namiastkę samych siebie. Przekujmy wszystko to, co z gruntu rzeczy smutne, jałowe, zahukane i niezrozumiałe, w sukces bo wszyscy jesteśmy zwycięzcami tylko kwestia oręża jakim dysponujemy.
To nie-wiek, i nie-płeć, nie-religia, nie-orientacja, nie-rasa i nie-płaca, też nie-wykształcenie deprymuje nasze życiowe poczynania. To pasja i chęć w postaci obranego celu rozwijania jej nas uskrzydla.

A moją pasją jest... to... pozwólcie, że zachowam dla siebie.
A teraz... Co Waszą pasją jest?!...

STAŃCIE SIĘ PO PROSTU NIEMOŻLIWYM!!!

Komentarze

  1. Nie do konca wiem jakim cudem trafilam na Twoj profil ale wlasnie z checi ciekawosci poznania drugiego czlowieka :) pierwszy wpis jakze bliski memu sercu ...bezdomnosc ...czytajac w pierwszej chwili pojawil sie usmiech ale z kolejnym akapitem trudno opisac te emocje, ckliwa historyjka jakich wiele i mysl jakze pieknie dales sie zrobic . Mozna uznac , ze czlek bez serca ze mnie ... ale nie , serce ogromniaste , ktore chcialo wlasnie takim ludziom pomoc , spedzalam z Nimi czas w osrodku dla Ludzi bezdomnych . W wiekszosci wypadkow to zazwyczaj tylko ten jeden blad , w chwili zwatpienia siegniecie po alkohol a pozniej to juz rownia pochyla . Ci ludzie zyja w bardzo wygodny dla siebie sposob . Mysla tylko o sobie , chcieliby by wszyscy wszystko za nich zrobili :( niestety , takie cholerne niestety :( pomocy nie chca , bo by cos zmienic musielby cos z siebie dac , sprobowac i to wcale nie jest strach przed tym , ze moze im sie nie udac tylko to , ze beda musieli byc wlasnie odpowiedzialni za swoje zycie , za swoje czyny i nic nie bedzie podane na tacy . Serce pekalo sluchajac tych wszystkich historii ale wszyscy , bez wzgledu na to kim jestesmy ponosimy konsekwencje swojego postepowania .
    I dziekuje Ci za koniec , bo zgadzam sie w milionie procent , bezdomnym mozna byc majac wszystko .
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

... ze śmiercią mi do twarzy ...

Wiele miesięcy temu odwiedziłem hospicjum, w którym urzędowałem wiele długich lat jako psycholog i specjalista w dziedzinie leczenia zaburzeń psychosomatycznych. Wówczas przebywałem na oddziale dziecięcym gdzie próbowałem zarówno podopiecznym jak i ich rodzinom "ulżyć" w cierpieniach i przygotować na najgorsze... z żalem i goryczą niezrozumienia po utracie tych najmłodszych, najbardziej bezradnych i nieskalanych jeszcze grzechem życia istot. Życie jest darem, najcenniejszym darem jaki mamy i powinniśmy to życie dzień po dniu celebrować tak jak my to potrafimy najpełniej i najskrupulatniej. Zapominamy też o jednym, tym co deprymuje i nadaje znaczący zwrot w naszym życiu jakim jest upływający czas. To on częstokroć działa na naszą niekorzyść bo nie potrafimy przekuć w atut to, że im starsi jesteśmy tym powinniśmy bardziej czerpać z życia, wyciągać wnioski ucząc się na własnych i cudzych błędach. Pracując w hospicjum musiałem nauczyć się wyłączać emocje i w sposób bardzo ...

... człowiek idzie przez życie tak, jak nosi głowę ...

-9- Kontynuując wszystko to co w poprzednim poście na końcu zaakcentowałem, chciałem kwestię mojego wizerunku rozwinąć i doprecyzować. Czy od zawsze miałem zamysł i plan na to jaki chcę być?... nie. Czy od zawsze chciałem wyglądać tak jak obecnie się prezentuję?... nie. Czy modyfikując się brałem pod uwagę negatywny rozgłos i rozdźwięk wypowiadanych przez innych słów?... nie. Czy brałem pod rozwagę i uwagę to, iż w parze z niecenzuralnymi słowami pójdą równie niecenzuralne czyny?... nie. Czy miałem pełną świadomość tego, jakie będą konsekwencje moich zmian?... nie. Czy brałem pełną odpowiedzialność za to kim/czym jestem i kim/czym chcę się stać?... nie. Czy od zawsze czułem się inny od reszty społeczeństwa???... tak. I to jedyne - tak - spośród wielu tych - nie - przeważyło szalę. Zadecydowało, że zmieniłem się nie do poznania ale nie tylko w sposób fizyczny - zewnętrzny ale też i psychiczny – wewnętrzny. Każda jedna zmiana niesie ze sobą ryzyko wykluczenia, a co za tym idzie i...

... bo niebo jest dla wszystkich, za to piekło dla wybranych ...

 -5- Ciągnąc dalej temat oszczędności i perypetii z tym związanych przed godziną 19stą obowiązkowo trzeba było się myć ale i to mycie nie należało do standardowych. W pierwszej kolejności do łazienki szła „Ona” - myła się w czystej, gorącej wodzie. Po „Niej” dopiero ja szedłem – myłem się już w wystudzonej i brudnej wodzie. Nie wiem jak Wy ale ja nawet pisząc to czuję obrzydzenie bo jak można kazać myć się komuś po kimś w momencie gdy ma się świadomość tego, że ktoś wcześniej mył w tej samej wodzie stopy, miejsca intymne, pachy itd. W tej samej też wodzie w wannie musiałem przepierać swoje i „Jej” rzeczy, które codziennie nosiłem bo pralka automatyczna tak dokładnie nie usunie zabrudzeń jak ręczne pranie. Jeśli dochodziło już do prania w pralce to nie w „automacie” a we „frani” bo opcjonalnie ta pierwsza za dużo wody i prądu „ciągnęła” i nie dopierała. Większej w życiu bzdury nie słyszałem ale za to słyszałem, że to nie mój dom więc i nie moje zasady i reguły, na swoim będę so...