Przejdź do głównej zawartości

...pozytywny negatyw...


Targnąłem się na to, by pierwszy post napisać w formie krótkiego aczkolwiek treściwego wprowadzenia, które ma na celu unaocznić Wam jakimi ważnymi z mojej perspektywy kryteriami kieruję się w życiu, w kwestii samokształcenia w dążeniu do samoakceptacji. W tej dziedzinie pragnę podzielić się tym, jak ja definiuję świat i otaczających mnie ludzi. Czym jest dla mnie horrendalnie rzecz ujmując brak akceptacji, tolerancji i szacunku, jak również propagowanie wszystkiego co dalekie jest moim własnym przekonaniom. Zaznaczam iż nie pragnę nikogo uczłowieczyć, umoralnić a tylko zaakcentować to jak wielkim darem jest bycie w pełni świadomym własnych słabości, zaniedbań, a co za tym idzie by nie spoglądać za siebie i na siebie spode łba. To tylko i wyłącznie my tworzymy granice własnych możliwości.

Jestem taki jaki jestem i bez kozery dodam, że nie uległem społecznej presji bycia mainstream'owym. Ukształtowałem siebie na własne a nie cudze podobieństwo. Zdawać by się mogło że plotę farmazony, niczym nie podyktowane frazesy ale inspirują mnie ludzie w których odnajduję cząstkę siebie.

Od bardzo długiego czasu biję się z myślami by przelać na papier skrywaną niechęć co do mojej osoby na gruncie zawodowym i prywatnym. Mój stoicki spokój jednak przegrywa z fałszem, chamstwem, obłudą, kumoterstwem i łajdactwem. Zastanawiające jest to, że większość ludzi nie ma odwagi mi tego powiedzieć wprost, a za sprawą bardzo wymownej gestykulacji, mimiki, tonu głosu i wyczuwalnego dystansu okazują dezaprobatę moich poczynań. Ci natomiast co zdobędą się na odwagę w sposób nader nieodpowiedni kwestionują słuszność moich życiowych wyborów... bo... wyglądam niepoważnie jak na swój wiek, zachowuję się nieodpowiedzialnie co do mojego poziomu wykształcenia i postępuję nierozsądnie bo... bo jestem sobą??? A prawda jest taka, że mało roztropnie jest zamieniać przywilej czynienia czegokolwiek na obowiązek czynienia tegoż. Ja patrzę w twarz by wnioski wyciągać z rąk.

Doradzono mi ostatnio by traktować ludzi tak jak na to zasługują, jak mnie poniżająco traktują... ale to nie wyjście z sytuacji... Nie chcę nikogo zmieniać, nie chcę nikogo oceniać, nie chcę nikogo potępiać, nie chcę i nie mogę nikogo świadomie krzywdzić.

Ktoś inny doradził mi żebym nie zniżał się do nikogo poziomu i nie okazywał mojego zdenerwowania... nic bardziej mylnego. Brak reakcji jest cichym przyzwoleniem. Zdaję sobie sprawę, że do mojego poziomu w mniemaniu wielu nie trudno się zniżyć ale widocznie też i inni wysokiego poziomu też nie trzymają. Poza tym każdy żyje i wyznaje takie wartości dzięki którym
łatwiej jest przełknąć pigułkę jaką jest życie.

Ktoś inny jeszcze powiedział... by nie dawać powodów do przejawów dyskryminacji. Specyficzna
ze mnie osoba, która z dystansem podchodzi do świata i ludzi bo wszystko dzielę przez dwa. Nie interesuje mnie kto z kim, o kim, o czym , a po co, a na co... Jestem sobą i dla kogoś "widzi mi się" nie zamierzam się zmieniać bo kogoś razi moje w większości wytatuowane ciało, kolczyki w uszach i nosie, kolorowe czapki i dresy, zadbany i wymodelowany zarost, głośny śmiech, bezpośredniość... Tych "rzeczy" można by mnożyć ale to tak naprawdę nieistotne. Nie chcę zmieniać się bo tak wypada, nie wypada, bo ktoś wymaga... Głupota jest jak gówno w papierku inteligencji, tylko to co w opakowaniu budzi zainteresowanie.

Umiem przyjmować krytykę i częstokroć by się z nią mógł zgodzić o ile podyktowana by była troską i zaangażowaniem mówcy, a nie podbudowaniem własnych nadwątlonych morale. Każdy ma granice po przekroczeniu których trzeba w sposób wartki i treściwy okazać niezadowolenie. Nie chcę marnować czasu na tłumaczenie dlaczego jestem taki a nie inny, dlaczego nie pasuje mi sztampowość innych i brak własnego zdania.

Moje posty nie skierowane są na krytykę celem krzywdzenia ale chciałbym byście chociaż trochę lepiej mnie poznali. Nastał taki moment w moim życiu, że nagromadziło się więcej pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi bez pytań, a co za tym idzie setki kłębiących się i zagmatwanych myśli. Bardzo często obarczamy wszystkich dookoła odpowiedzialnością za nasze niepowodzenia, nieprzemyślane do końca wybory. Jedno jest pewne... pomimo iż mam świadomość tego, że pomidor to owoc ale nie oznacza to, że dodam go do sałatki owocowej. To my mamy realny wpływ na to jakimi ludźmi się otaczamy, jakie wartości w życiu wyznajemy, przeciw czemu występujemy i się sprzeniewierzamy.

Ludzie przeświadczeni są wiarą o swoistego rodzaju wyższości nad innymi... bo przyszłościowe studia - bo dobra praca - bo drogie ubrania - bo ładna buzia - bo ekskluzywne auto... i można by wymieniać w nieskończoność. Brak wiary w siebie i życie w poczuciu niespełnienia rzutują tym, że popadamy ze skrajności w skrajność i próbujemy swoje nadwątlone morale nadbudować pozerstwem, kłamem i szpanem. Sytuacja diametralnie zmienia się gdy wracamy do domu... gdy nikt nie mówi - gdy nikt nie patrzy - gdy nikt nie słucha - gdy nikt nie czeka... i tacy bezbronni i obnażeni z maski codzienności próbujemy głową przebić mur milczenia. Tacy jesteśmy... a jesteśmy słabi. Przestań wreszcie szufladkować innych bo stajesz się takim „Panam”, którzy wyżej sra niż głowę ma.

Na co dzień nie spotykam się... z "otwartą" krytyką - z "otwartym" dialogiem - z "otwartym" sercem i umysłem. Wszystko zdaje się być zaszufladkowane, zaszyfrowane i za trudne na to by owa "otwartość" nie tworzyła granic i barier. Idąc promenadą pełną ludzi zdawać by się mogło, że tłumnie będą się o mnie ocierać, pocierać , przecierać, wycierać a jednak tworzy się metrowy bufor bo jednak indywiduum = odosobnienie. Tym się jednak zarazić nie można. Zazwyczaj ludzie wspinając się na szczyt mają tendencję deptania innych ale zawsze jest tak, że przy schodzeniu na dół napotykają tych, których wcześniej deptali.

Na moje pytanie czy nie przeszkadza Ci to jak się ubieram, jakie masz spostrzeżenia co do tego jak wyglądam, jaki masz stosunek co do innej orientacji, wyznania, pochodzenia, jak się zapatrujesz na kwestię aborcji, eutanazji etc. Co wtedy sobą reprezentujesz gdy odpowiadasz na wszystko "tak" niczemu nie przecząc, a za plecami wypowiadasz kwestie które są całkiem rozbieżne, przeczą i stanowią rozdźwięk postawionym wcześniej tezom. Jeśli postępujesz tak ze mną, to i z innymi
osobami jest podobnie.

Nie zgadzam się z zastaną rzeczywistością, ale też nie chcę jej zmieniać bo zachodów słońca by nie starczyło. Mam realny wpływ na to jakich wyborów ja dokonuje... lepszych, gorszych, mniej czy też bardziej istotnych ale to moje wybory, moje życie, ja ponoszę za to konsekwencję i wyciągam cenne dla siebie wnioski. A Ty dalej stój w miejscu i czekaj na to co nieodgadnione. Jak to się zazwyczaj kończy... nijak... Nie dbam o lepsze jutro. Dzisiaj jest dzisiaj, wczorajszego nie rozpamiętuję, a za daleko mi jest do pojutrza. Jestem i to się liczy! i Ty jesteś i to jest piękne!

Nie bądźmy po-blokowani na innych. Nigdy nie mówmy o sobie źle, inni zrobią za nas to znacznie lepiej. Pozdrawiam każdego, kto obgaduje mnie za moimi plecami. Znajduje się wtedy o krok za moim tyłkiem, czyli tam gdzie jego miejsce.

Na zakończenie dodam..., że żyjemy tak, jak śnimy... mam nadzieję, że większości z nas nie ma koszmarów i budzi się wyspanym.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

... ze śmiercią mi do twarzy ...

Wiele miesięcy temu odwiedziłem hospicjum, w którym urzędowałem wiele długich lat jako psycholog i specjalista w dziedzinie leczenia zaburzeń psychosomatycznych. Wówczas przebywałem na oddziale dziecięcym gdzie próbowałem zarówno podopiecznym jak i ich rodzinom "ulżyć" w cierpieniach i przygotować na najgorsze... z żalem i goryczą niezrozumienia po utracie tych najmłodszych, najbardziej bezradnych i nieskalanych jeszcze grzechem życia istot. Życie jest darem, najcenniejszym darem jaki mamy i powinniśmy to życie dzień po dniu celebrować tak jak my to potrafimy najpełniej i najskrupulatniej. Zapominamy też o jednym, tym co deprymuje i nadaje znaczący zwrot w naszym życiu jakim jest upływający czas. To on częstokroć działa na naszą niekorzyść bo nie potrafimy przekuć w atut to, że im starsi jesteśmy tym powinniśmy bardziej czerpać z życia, wyciągać wnioski ucząc się na własnych i cudzych błędach. Pracując w hospicjum musiałem nauczyć się wyłączać emocje i w sposób bardzo ...

... człowiek idzie przez życie tak, jak nosi głowę ...

-9- Kontynuując wszystko to co w poprzednim poście na końcu zaakcentowałem, chciałem kwestię mojego wizerunku rozwinąć i doprecyzować. Czy od zawsze miałem zamysł i plan na to jaki chcę być?... nie. Czy od zawsze chciałem wyglądać tak jak obecnie się prezentuję?... nie. Czy modyfikując się brałem pod uwagę negatywny rozgłos i rozdźwięk wypowiadanych przez innych słów?... nie. Czy brałem pod rozwagę i uwagę to, iż w parze z niecenzuralnymi słowami pójdą równie niecenzuralne czyny?... nie. Czy miałem pełną świadomość tego, jakie będą konsekwencje moich zmian?... nie. Czy brałem pełną odpowiedzialność za to kim/czym jestem i kim/czym chcę się stać?... nie. Czy od zawsze czułem się inny od reszty społeczeństwa???... tak. I to jedyne - tak - spośród wielu tych - nie - przeważyło szalę. Zadecydowało, że zmieniłem się nie do poznania ale nie tylko w sposób fizyczny - zewnętrzny ale też i psychiczny – wewnętrzny. Każda jedna zmiana niesie ze sobą ryzyko wykluczenia, a co za tym idzie i...

... bo niebo jest dla wszystkich, za to piekło dla wybranych ...

 -5- Ciągnąc dalej temat oszczędności i perypetii z tym związanych przed godziną 19stą obowiązkowo trzeba było się myć ale i to mycie nie należało do standardowych. W pierwszej kolejności do łazienki szła „Ona” - myła się w czystej, gorącej wodzie. Po „Niej” dopiero ja szedłem – myłem się już w wystudzonej i brudnej wodzie. Nie wiem jak Wy ale ja nawet pisząc to czuję obrzydzenie bo jak można kazać myć się komuś po kimś w momencie gdy ma się świadomość tego, że ktoś wcześniej mył w tej samej wodzie stopy, miejsca intymne, pachy itd. W tej samej też wodzie w wannie musiałem przepierać swoje i „Jej” rzeczy, które codziennie nosiłem bo pralka automatyczna tak dokładnie nie usunie zabrudzeń jak ręczne pranie. Jeśli dochodziło już do prania w pralce to nie w „automacie” a we „frani” bo opcjonalnie ta pierwsza za dużo wody i prądu „ciągnęła” i nie dopierała. Większej w życiu bzdury nie słyszałem ale za to słyszałem, że to nie mój dom więc i nie moje zasady i reguły, na swoim będę so...