Jestem taki jaki jestem i bez kozery
dodam, że nie uległem społecznej presji bycia mainstream'owym.
Ukształtowałem siebie na własne a nie cudze podobieństwo. Zdawać
by się mogło że plotę farmazony, niczym nie podyktowane frazesy
ale inspirują mnie ludzie w których odnajduję cząstkę
siebie.
Od bardzo długiego czasu biję się z
myślami by przelać na papier skrywaną niechęć co do mojej osoby
na gruncie zawodowym i prywatnym. Mój stoicki spokój
jednak przegrywa z fałszem, chamstwem, obłudą, kumoterstwem i
łajdactwem. Zastanawiające jest to, że większość ludzi nie ma
odwagi mi tego powiedzieć wprost, a za sprawą bardzo wymownej
gestykulacji, mimiki, tonu głosu i wyczuwalnego dystansu okazują
dezaprobatę moich poczynań. Ci natomiast co zdobędą się na
odwagę w sposób nader nieodpowiedni kwestionują słuszność
moich życiowych wyborów... bo... wyglądam niepoważnie jak
na swój wiek, zachowuję się nieodpowiedzialnie co do mojego
poziomu wykształcenia i postępuję nierozsądnie bo... bo jestem
sobą??? A prawda jest taka, że mało roztropnie jest zamieniać
przywilej czynienia czegokolwiek na obowiązek czynienia tegoż. Ja
patrzę w twarz by wnioski wyciągać z rąk.
Doradzono mi ostatnio by traktować
ludzi tak jak na to zasługują, jak mnie poniżająco traktują...
ale to nie wyjście z sytuacji... Nie chcę nikogo zmieniać, nie
chcę nikogo oceniać, nie chcę nikogo potępiać, nie chcę i nie
mogę nikogo świadomie krzywdzić.
Ktoś inny doradził mi żebym nie
zniżał się do nikogo poziomu i nie okazywał mojego
zdenerwowania... nic bardziej mylnego. Brak reakcji jest cichym
przyzwoleniem. Zdaję sobie sprawę, że do mojego poziomu w
mniemaniu wielu nie trudno się zniżyć ale widocznie też i inni
wysokiego poziomu też nie trzymają. Poza tym każdy żyje i wyznaje
takie wartości dzięki którym
łatwiej jest przełknąć pigułkę
jaką jest życie.
Ktoś inny jeszcze powiedział... by
nie dawać powodów do przejawów dyskryminacji.
Specyficzna
ze mnie osoba, która z dystansem
podchodzi do świata i ludzi bo wszystko dzielę przez dwa. Nie
interesuje mnie kto z kim, o kim, o czym , a po co, a na co... Jestem
sobą i dla kogoś "widzi mi się" nie zamierzam się
zmieniać bo kogoś razi moje w większości wytatuowane ciało,
kolczyki w uszach i nosie, kolorowe czapki i dresy, zadbany i
wymodelowany zarost, głośny śmiech, bezpośredniość... Tych
"rzeczy" można by mnożyć ale to tak naprawdę
nieistotne. Nie chcę zmieniać się bo tak wypada, nie wypada, bo
ktoś wymaga... Głupota jest jak gówno w papierku
inteligencji, tylko to co w opakowaniu budzi zainteresowanie.
Umiem przyjmować krytykę i częstokroć
by się z nią mógł zgodzić o ile podyktowana by była
troską i zaangażowaniem mówcy, a nie podbudowaniem własnych
nadwątlonych morale. Każdy ma granice po przekroczeniu których
trzeba w sposób wartki i treściwy okazać niezadowolenie. Nie
chcę marnować czasu na tłumaczenie dlaczego jestem taki a nie
inny, dlaczego nie pasuje mi sztampowość innych i brak własnego
zdania.
Moje posty nie skierowane są na
krytykę celem krzywdzenia ale chciałbym byście chociaż trochę
lepiej mnie poznali. Nastał taki moment w moim życiu, że
nagromadziło się więcej pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi bez
pytań, a co za tym idzie setki kłębiących się i zagmatwanych
myśli. Bardzo często obarczamy wszystkich dookoła
odpowiedzialnością za nasze niepowodzenia, nieprzemyślane do końca
wybory. Jedno jest pewne... pomimo iż mam świadomość tego, że
pomidor to owoc ale nie oznacza to, że dodam go do sałatki
owocowej. To my mamy realny wpływ na to jakimi ludźmi się
otaczamy, jakie wartości w życiu wyznajemy, przeciw czemu
występujemy i się sprzeniewierzamy.
Ludzie przeświadczeni są wiarą o
swoistego rodzaju wyższości nad innymi... bo przyszłościowe
studia - bo dobra praca - bo drogie ubrania - bo ładna buzia - bo
ekskluzywne auto... i można by wymieniać w nieskończoność. Brak
wiary w siebie i życie w poczuciu niespełnienia rzutują tym, że
popadamy ze skrajności w skrajność i próbujemy swoje
nadwątlone morale nadbudować pozerstwem, kłamem i szpanem.
Sytuacja diametralnie zmienia się gdy wracamy do domu... gdy nikt
nie mówi - gdy nikt nie patrzy - gdy nikt nie słucha - gdy
nikt nie czeka... i tacy bezbronni i obnażeni z maski codzienności
próbujemy głową przebić mur milczenia. Tacy jesteśmy... a
jesteśmy słabi. Przestań wreszcie szufladkować innych bo stajesz
się takim „Panam”, którzy wyżej sra niż głowę ma.
Na co dzień nie spotykam się... z
"otwartą" krytyką - z "otwartym" dialogiem - z
"otwartym" sercem i umysłem. Wszystko zdaje się być
zaszufladkowane, zaszyfrowane i za trudne na to by owa "otwartość"
nie tworzyła granic i barier. Idąc promenadą pełną ludzi zdawać
by się mogło, że tłumnie będą się o mnie ocierać, pocierać ,
przecierać, wycierać a jednak tworzy się metrowy bufor bo jednak
indywiduum = odosobnienie. Tym się jednak zarazić nie można.
Zazwyczaj ludzie wspinając się na szczyt mają tendencję deptania
innych ale zawsze jest tak, że przy schodzeniu na dół
napotykają tych, których wcześniej deptali.
Na moje pytanie czy nie przeszkadza Ci
to jak się ubieram, jakie masz spostrzeżenia co do tego jak
wyglądam, jaki masz stosunek co do innej orientacji, wyznania,
pochodzenia, jak się zapatrujesz na kwestię aborcji, eutanazji etc.
Co wtedy sobą reprezentujesz gdy odpowiadasz na wszystko "tak"
niczemu nie przecząc, a za plecami wypowiadasz kwestie które
są całkiem rozbieżne, przeczą i stanowią rozdźwięk postawionym
wcześniej tezom. Jeśli postępujesz tak ze mną, to i z innymi
osobami jest podobnie.
Nie zgadzam się z zastaną
rzeczywistością, ale też nie chcę jej zmieniać bo zachodów
słońca by nie starczyło. Mam realny wpływ na to jakich wyborów
ja dokonuje... lepszych, gorszych, mniej czy też bardziej istotnych
ale to moje wybory, moje życie, ja ponoszę za to konsekwencję i
wyciągam cenne dla siebie wnioski. A Ty dalej stój w miejscu
i czekaj na to co nieodgadnione. Jak to się zazwyczaj kończy...
nijak... Nie dbam o lepsze jutro. Dzisiaj jest dzisiaj, wczorajszego
nie rozpamiętuję, a za daleko mi jest do pojutrza. Jestem i to się
liczy! i Ty jesteś i to jest piękne!
Nie bądźmy po-blokowani na innych.
Nigdy nie mówmy o sobie źle, inni zrobią za nas to znacznie
lepiej. Pozdrawiam każdego, kto obgaduje mnie za moimi plecami.
Znajduje się wtedy o krok za moim tyłkiem, czyli tam gdzie jego
miejsce.
Na zakończenie dodam..., że żyjemy
tak, jak śnimy... mam nadzieję, że większości z nas nie ma
koszmarów i budzi się wyspanym.

Komentarze
Prześlij komentarz