Przejdź do głównej zawartości

... być sobą to kochać siebie ...


Wczoraj z rana przechodząc przez park o dość wczesnej porze, zmierzając na siłownię, zauważyłem przygarbioną, korpulentną postarzałą kobiecinkę, która w dość niezgrabny sposób karmiła czerstwym chlebem gołębie. Nie wiem dlaczego ale przykuła moją uwagę na tyle, że przysiadłem przez dłuższą chwilę niezauważony na ławce pod drzewem i zacząłem obserwować.

Niezwykłym było to jaki grymas na jej twarzy zaczął malować się w momencie gdy karmiła ptactwo... Była szczęśliwa, spełniona, potrzebna i taka nieobecna. Zachowywała się niemalże jak dziecko wykonując frywolne ruchy rękoma w powietrzu zachęcając gołębie by w większej ilości ją obsiadły. Śmiała się do rozpuku wierzgając przy tym bezwiednie nóżkami.

Po dłuższej chwili namysłu podszedłem nie zważając na konsekwencje i przysiadłem metr od niej. Kobieta od razu posmutniała, a na jej skroni zauważalny był grymas dezaprobaty i niezadowolenia...

- Przepraszam, że przeszkodziłem Pani w celebracji tego pięknego poranka. Tylko jedno dodam i uciekam by Pani wbrew opiniom i spojrzeniom innych nadal pozostawała taka promienna i uśmiechnięta - wszystko wypowiedziałem na jednym wdechu,

- Proszę nie odchodzić, nie pozostawiać mnie samej choć przez chwilę - wybełkotała zmieszana podnosząc jednocześnie niezgrabnie szyję i pokazując światu swoje przenikliwie przeszywające lazurowe spojrzenie,

- Ludzie spieszą się donikąd pozostawiając za sobą tylko smugę czarnego dymu, paląc za sobą mosty jednocześnie sądząc, że ich uroda nie przeminie, że siła intelektu nie wygaśnie, że pieniądze nie zepsują, że spojrzenia innych godne pogardy nie wprawią w osłupienie i zakłopotanie - wszystko wypowiadałem zbitkami słów z jednoczesnym żalem w głosie,

- Synuś, Ty jesteś jak kolorowy ptak im więcej się Ciebie słucha tym więcej się Ciebie chce. Chciałabym widzieć więcej takich i otaczać się takimi ludźmi, którzy nie boją się żyć tu i teraz. Zawsze chciałam uszczęśliwiać innych bo myślałam, że gdy wszyscy już będą szczęśliwi to i ja będę szczęśliwa ale... Czasami ten, kto chce uszczęśliwić wszystkich, jest najbardziej samotną osobą - wyciągnęła dłoń i z niemalże matczyną troską pogładziła mnie po prawym policzku,

- Ludzie oczekują od nas byśmy byli spójni z tym jakie poglądy, wartości i spostrzeżenia kreują, a jeśli nie jest to tożsame z ich własnym punktem widzenia dochodzi do rozłamu i wylania na drugą osobę głęboko skrywanej zakompleksionej natury. Oczekując od innych odpowiedzi, które nie będą zbieżne z ich wewnętrznym przekonaniem należało by stanąć przed lustrem i po prostu mówić do siebie, a wtedy mamy 100%-ową pewność, że to co usłyszymy będzie tym co chcemy usłyszeć - mówiąc to z pełnym przekonaniem obserwowałem jak Jej twarz z sekundy na sekundę pogodnieje i promienieje,

- Od dawna już nikt nie wypowiedział tego czego ja sama bałam się na głos wypowiedzieć. By być i żyć prawdziwie trzeba wejść wgłąb siebie i poznać siebie. Ja zamiast ludzi wybrałam towarzystwo zwierząt bo tak łatwiej i wygodniej ale Ty masz siłę by kreować świat na swój nietuzinkowy i niezakompleksiony sposób.

SZCZĘŚCIE INNYCH ZACHWYCA DLATEGO, ŻE W NIE WIERZYMY, WIĘC UWIERZMY WE WŁASNE SZCZĘŚCIE PO TO BY INNI MOGLI RÓWNIEŻ W NIE UWIERZYĆ.

BO BYĆ SOBĄ TO KOCHAĆ SIEBIE, A POKOCHAWSZY SIEBIE POKOCHAMY INNYCH I... (PO)KOCHA NAS ŚWIAT.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

... ze śmiercią mi do twarzy ...

Wiele miesięcy temu odwiedziłem hospicjum, w którym urzędowałem wiele długich lat jako psycholog i specjalista w dziedzinie leczenia zaburzeń psychosomatycznych. Wówczas przebywałem na oddziale dziecięcym gdzie próbowałem zarówno podopiecznym jak i ich rodzinom "ulżyć" w cierpieniach i przygotować na najgorsze... z żalem i goryczą niezrozumienia po utracie tych najmłodszych, najbardziej bezradnych i nieskalanych jeszcze grzechem życia istot. Życie jest darem, najcenniejszym darem jaki mamy i powinniśmy to życie dzień po dniu celebrować tak jak my to potrafimy najpełniej i najskrupulatniej. Zapominamy też o jednym, tym co deprymuje i nadaje znaczący zwrot w naszym życiu jakim jest upływający czas. To on częstokroć działa na naszą niekorzyść bo nie potrafimy przekuć w atut to, że im starsi jesteśmy tym powinniśmy bardziej czerpać z życia, wyciągać wnioski ucząc się na własnych i cudzych błędach. Pracując w hospicjum musiałem nauczyć się wyłączać emocje i w sposób bardzo ...

... człowiek idzie przez życie tak, jak nosi głowę ...

-9- Kontynuując wszystko to co w poprzednim poście na końcu zaakcentowałem, chciałem kwestię mojego wizerunku rozwinąć i doprecyzować. Czy od zawsze miałem zamysł i plan na to jaki chcę być?... nie. Czy od zawsze chciałem wyglądać tak jak obecnie się prezentuję?... nie. Czy modyfikując się brałem pod uwagę negatywny rozgłos i rozdźwięk wypowiadanych przez innych słów?... nie. Czy brałem pod rozwagę i uwagę to, iż w parze z niecenzuralnymi słowami pójdą równie niecenzuralne czyny?... nie. Czy miałem pełną świadomość tego, jakie będą konsekwencje moich zmian?... nie. Czy brałem pełną odpowiedzialność za to kim/czym jestem i kim/czym chcę się stać?... nie. Czy od zawsze czułem się inny od reszty społeczeństwa???... tak. I to jedyne - tak - spośród wielu tych - nie - przeważyło szalę. Zadecydowało, że zmieniłem się nie do poznania ale nie tylko w sposób fizyczny - zewnętrzny ale też i psychiczny – wewnętrzny. Każda jedna zmiana niesie ze sobą ryzyko wykluczenia, a co za tym idzie i...

... bo niebo jest dla wszystkich, za to piekło dla wybranych ...

 -5- Ciągnąc dalej temat oszczędności i perypetii z tym związanych przed godziną 19stą obowiązkowo trzeba było się myć ale i to mycie nie należało do standardowych. W pierwszej kolejności do łazienki szła „Ona” - myła się w czystej, gorącej wodzie. Po „Niej” dopiero ja szedłem – myłem się już w wystudzonej i brudnej wodzie. Nie wiem jak Wy ale ja nawet pisząc to czuję obrzydzenie bo jak można kazać myć się komuś po kimś w momencie gdy ma się świadomość tego, że ktoś wcześniej mył w tej samej wodzie stopy, miejsca intymne, pachy itd. W tej samej też wodzie w wannie musiałem przepierać swoje i „Jej” rzeczy, które codziennie nosiłem bo pralka automatyczna tak dokładnie nie usunie zabrudzeń jak ręczne pranie. Jeśli dochodziło już do prania w pralce to nie w „automacie” a we „frani” bo opcjonalnie ta pierwsza za dużo wody i prądu „ciągnęła” i nie dopierała. Większej w życiu bzdury nie słyszałem ale za to słyszałem, że to nie mój dom więc i nie moje zasady i reguły, na swoim będę so...