-3-
Bardzo rzadko zapytywano co mi się
stało gdy widoczne były ekscesy wczorajszych lub przed
kilkudniowych libacji kijem, prętem, kablem czy też nożem...a gdy
już dochodziło do tej nader „niewygodnej” sytuacji umiałem
bez chwili zastanowienia w głosie sklecić na poczekaniu
zadowalającą siebie i kogoś historyjkę i obrócić wszystko
w żart. Każdy jeden wierzył w te brednie bo przecież pochodziłem
z dobrej, kochającej się „rodziny”. Nikomu nawet nie przyszło
do głowy by skonfrontować to co z gruntu rzeczy niedorzecznego
miałem do powiedzenia. Bardzo dużo żalu swego czasu miałem do
szkolnych pedagogów gdzie niejednokrotnie insynuowałem w
formie sugestii, że w moim domu może dziać się źle. Niezdarnie
podciągałem rękawy, pod którymi na przedramionach widniały
krwawe wybroczyny po uderzeniach różnymi przedmiotami. Brak
koncentracji, wieczne zasinienia pod oczami, strugami lecąca krew z
nosa nikogo nie dziwiły. Poza tym wiele z przytaczanych przeze mnie
argumentów nie miało racjonalnego podłoża. Zapewne łatwiej
jest żyć w głębokiej nie świadomości i przyzwalać na tego typu
akty bezprawia. Kogo to właściwie interesuje, przecież to nie moje
życie, nie moja sprawa, po co sobie robić problemy lepiej żyć i
śnić będąc spokojniejszym. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest
to, że człowiek jedno kłamstwo kamuflując drugim zaczyna się tak
w ten temat wgłębiać, że zatraca poczucie rzeczywistości i
kreuje swój własny „piękniejszy” świat. Świat baśni
jednak potrafi być zwodniczy i zawadiacko wciągający.
Mnie dodatkowo separowano od
społeczeństwa miałem skupić się przede wszystkim na nauce i na
podciągnięciu się w wynikach, a jak wiadomo działanie pod presją
ma wymierne skutki... więc spirala nienawiści się samoczynnie
nakręcała. Przez okno godzinami wpatrywałem się na dzieci z
sąsiedztwa, które beztrosko bawiły się w wymyślone przez
siebie zabawy, a ja... z nosem w książkach. Na samym początku
rówieśnicy jeszcze nagabywali mnie by wyciągnąć z domu ale
po kolejnych odmowach zaniechali kolejnych prób. Nie dość że
stałem się aspołeczny to jeszcze asportowy. Tak więc zostałem
skazany na wieczną jak wtedy mogło się wydawać niedolę i
zamknięcie w 4ech ścianach co w ostateczności skutkowało
niedoszłą jedną z 2óch prób samobójczych...
ale to wyjaśnię w kolejnych rozdziałach mojej poplątanej życiowej
historii.
Bardzo często wspominam kwestie
związane z edukacją i szkołą bo one stanowiły najbardziej
zwrotny i zapalny punkt w mojej karierze na ten czas niepełnoletniego
dziecka. Po wielu latach kwestią która dla mnie jest nadal
nie do przyjęcia to zmuszanie dziecka do jedzenia gdy ono wymiotuje
po ścianach. Gdy wkłada się całe pięści do buzi by rozluźnić
zgryz po to aby „wpakować” kolejne porcje pożywienia. Gdy chowa
się pokątnie niespożyte po szufladach, półkach,
zakamarkach własnoręcznie spakowane pod „Ich” nadzorem kanapki
do szkoły i każe spleśniałe na „Ich” oczach przeżuwać i
połykać. Mało ważna jest tutaj kwestia zatrucia, a za to bardzo
istotna kwestia podbudowania własnego nadwątlonego poczucia
wartości. Na niedomiar złego sprawa podobnie miała się do
znalezionych kartkówek czy sprawdzianów, na których
widniała zła ocena gdzie również spoczywał na mnie
obowiązek spożycia ów kartek papieru... Powtarzano mi
tylko... gdybyś nie zatajał przed nami złych ocen to tylko być
dostał raz „wpierdol” i nie musiałbyś „wpierdalać” swoich
wypocin... więc „wpierdalałem” kartki, przy tym rzygałem i
sprzątałem po sobie jednocześnie w pozycji klęczącej przyjmując
chłostę. Po pewnym czasie zmieniono strategię choć tortury dalej
pozostały nie zmienione to jedynym powodem tego typu traktowania
mnie przez ''Nich” było wmawiane mi kłamstwo i zatajenie wielu
rzeczy. Każdy ma prawo do tajemnic, które nikomu nie wadzą
ani nie szkodzą i do kawałka intymności gdzie jest się z sobą na
wyłączność. Pamiętam te słowa jakby dziś wypowiadane:
„Najgorsza prawda ale prawda” - choć to z prawdą nie miało
nic wspólnego. To było „Ich” katharsis, „Ich” własna
forma oczyszczenia. Nie wiem za czym to przemawia ale i ten fakt nie
uszedł mojej uwadze i miał odzwierciedlenie w niedalekiej
przyszłości bo napiętnowany był zaburzeniami odżywania w temacie
anoreksji i bulimii...
Ale na to by „dostać w kość” nie
trzeba było długo pracować - wystarczyło tylko pobrudzić sobie
ubranie, stać lekko zgarbionym, za szeroko się uśmiechać (... bo
to drażni najbardziej), spojrzeć w nie takt kogoś widzi mi się,
zbyt głośno oddychać a nawet niewłaściwie składać ręce do
modlitwy... ot to cały powód. W końcu opadłem z sił i
przestałem stawiać jakikolwiek opór, poddałem się. Na
niedomiar złego zaczęły się moje problemy z płynnością mowy,
które objawiały się jąkaniem. Przestałem komunikować się
ze światem bo i świat nie chciał bym się z nim komunikował.
Dzieci potrafiły w sposób bardzo okrutny wyperswadować mi
jakim to ja gamoniem nie jestem. Stałem się więc niewidzialny i
nie słyszalny, nawet mój cień nie chciał za mną podążać.
Nie miałem kolegów, koleżanek już nie wspominając o gronie
przyjaciół. Zacząłem dużo czytać bo świat ukryty w
książkach miał magiczną moc, że otaczał mnie parawanem
bezpieczeństwa. Tam zawsze dobro zwyciężało ze złem, tam zawsze
słabsi mogli liczyć na pomocną dłoń, tam zawsze każdego
sprawiedliwość dosięgała.
Gdy już nawet i to nie pomagało to
początkowo uciekałem z domu do lasu, który miałem po
drugiej stronie ulicy by tam zaznać choćby namiastkę wolności i
oswobodzić się spod wpływu i jarzma władzy absolutnej. Czułem
się częścią przyrody bo wszystko co mnie otaczało było mi
przychylne, a ja byłem jednym z brakujących jej elementów
składowych tworzących nierozerwalną całość. Byłem ja i moje
niczym nie spowite i nie skrępowane myśli. Wtedy to odblokowywałem
swoje stłumione emocje, odreagowywałem i spuszczałem z kagańca
narastający niepokój i napięcie by uwolnić się od
przytłaczającego mnie cierpienia. W lesie spośród wielu
drzew wybrałem jedno, to które było największe i miało
niezliczoną ilość konarów. Moja ukochana sosna która
wierzchołkiem przewyższała każde jedno w okolicy drzewo. Widok z
niej był nieziemski, będąc na jej czubku czułem się jakbym
potrafił latać, a wszystko to co złe było już dawno za mną.
Często widokiem który mnie uspokajał był widok kołyszących
się pod naporem wiatru gałęzi drzew. Towarzyszący temu
wszystkiemu jeszcze cichy pomruk i szelest działał kojąco a
zarazem pobudzająco. I ja chciałem być w kolejnych wcieleniach
jednym z żywiołów, które nie klękają i nie składają
przed nikim pokłonów, które są nieustępliwe i za
nic sobie mają ludzkie życie... bo serce ich z kamienia. Ale jedyne
co zmieniało się w moim życiu to pory roku...
Czas powrotów do domu był
jednak nieunikniony. Choć bałem się to zawsze wracałem z
nadzieją, że może od teraz, od dzisiaj, a może od jutra będzie
lepiej, łatwiej, znośniej... Wracam myślami sprzed kilkunastu a
może kilkudziesięciu laty i wygrzebuję z zakamarków
podświadomości te momenty, które nieodzownie odbiły piętno
na mojej dziecięcej psychice. W domu panowały reguły jak w wojsku,
a dowódca był zawsze tylko jeden - „Ona”. Gdy wstawała
wszyscy musieli wstać, gdy jadła wszyscy musieli jej akompaniować,
gdy sprzątała wszyscy musieli jej wtórować, gdy mówiła
wszyscy musieli przytakująco słuchać itd. Najbardziej jednak
znienawidzonym okresem w ciągu doby była pora nocna gdy czas iść
spać i perspektywa tego, że trzeba było na łóżku
nieruchomo leżeć, najczęściej w jednej pozycji. Spytacie się
dlaczego... bo miała bardzo płytki sen a to z kolei skutkowało
tym, iż każde przekręcenie się na bok, stuknięcie, kichnięcie,
chrapnięcie było słyszalne po dwakroć. Konsekwencje zbudzenia
śpiącego „żandarma” były niebotycznie duże. Niejednokrotnie
zostałem siłą ściągnięty do poziomu podłogi z legowiska za
pomocą pięści, które z horrendalną konsekwencją uderzały
na oślep „miażdżąc” wszystko co napotkały na swojej drodze.
W ty wszystkim jedna rzecz najbardziej mnie bulwersuje, że zmuszony
byłem sikać do słoika, który stawiałem sobie obok łóżka,
a załatwiałem się w gazetę, która leżała nieopodal
słoika tak bym miał ją też na wyciągnięcie ręki. Nie było
fizycznie możliwości załatwiania swoich potrzeb jak normalny,
cywilizowany człowiek w toalecie w czasie gdy „Ona” spała. Do
wszystkiego idzie się przyzwyczaić i wszystko można sobie na swój
chłopski rozum przetłumaczyć. Łzy, ból, pot zmieszane ze
smrodem przybierają innego znaczenia, jedyne na co się liczy to na
siebie i na „święty” spokój. Macie zatem odpowiedź
skąd moja przypadłość na chroniczny brak snu. Nie znałeś dnia
ani godziny gdy ręka „sprawiedliwości” wymierzy kolejne razy
pokrywając stare jeszcze niewygojone siniaki nowymi.
CDN.
Adamie przypomina mi się takie stwierdzenie, że osoba która głośno krzyczy jest nie słyszała przez nikogo. Czytam ten fragment i narasta we mnie złość bo na pozór jak pisałeś dobra porządna rodzina, w której za zamkniętymi drzwiami działo się źle. Pamietaj karma wraca. Smutne to jak traktowali dziecko Ciebie.
OdpowiedzUsuńNiekiedy tak jest, że chcąc wykrzyczeć to wszystko co w nas głęboko siedzi usta same się zamykają a ręce samoczynnie układają w gest modlitewny. Jedyne co pozostaje niezmienne to mętne spojrzenie i błagalny ton głosu proszący o jedno... by ktoś skrócił te niewyobrażalne męki.
UsuńJestem wstrząśnięta. Czy ci "ludzie" siedzą teraz w więzieniu?
OdpowiedzUsuńMinęło kilkanaście lat, a "Oni" wciąż czują się bezkarni. Jako dziecko krzyczałem, płakałem, szlochałem, tupałem nóżkami ale kto uwierzy małemu rozhisteryzowanemu chłopcu... Teraz już jako dorosły mężczyzna wiem, że nie ma czegoś takiego jak poczucie sprawiedliwości ale mniemam, że w piekle gdzie wraz z "Nimi" trafię odkuję sobie z nawiązką wyrządzoną mi krzywdę.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNie sądzę, abyś trafił do piekła ;)
UsuńMyślę, że spotka tych ludzi kara, to tylko kwestia czasu.
Adamie Nie potrafiłam zrozumieć tego co robisz ze swoim ciałem Jednak nie krytykowałam Zastanawiałam się co siedzi w Twojej głowie ... Po przeczeczytaniu tego jestem wstrząśnieta ...zdruzgotana emocjonalnie.... Zła ... bardzo zła że otoczenie, ludzie wśród których zyles pozwolili na to ... Nie potrafię przestać o tym myśleć... Ile wycierpiales fizycznie i psychicznie... Jestem mamą trójki dzieci dla których jestem w stanie zrobić wszytko i kocham nad życie miłością przeogromną Jest mi wstyd, że takie coś jak ONI należą do naszego wspólnego gatunku ludzkiego Adamie idź swoją drogą, żyj po swojemu, bądź szczęśliwy
OdpowiedzUsuń