-1-
Bardzo długo zastanawiałem się jaką
mam obrać formułę prowadzenia bloga i postanowiłem, że nieco
odbiegnę od wcześniej zamierzonego scenariusza. Chciałbym pokazać
Wam nieco więcej mojego świata byście nie o tyle zrozumieli motywy
jakimi się kieruję podejmując określone decyzje i nakreślając
pewne tematy ale byście spojrzeli i ujrzeli siebie z innej
perspektywy, z perspektywy ludzi którzy nie oceniają ciętą
z metra ripostują a przeciwstawiają się ogólnie przyjętym
normom i zasadom społecznym. Aby to co wydaje się być Wam tak
rzeczywistym w waszym mniemaniu tak naprawdę nic z rzeczywistością
nie ma wspólnego.
Zacznę od samego początku a jako że
początki bywają trudne może być to z lekka pokrętnie pokręcone
momentami nawet może wydawać się poplątane z pomieszaniem
połączone. Za dużo myśli kłębi się w mojej głowie by ogarnąć
rozsądnie tą nawałnicę ale każdy ma to na co się odważy... i
mam ja. Postaram się systematycznie wrzucać na bloga urywki tego co
podpowiada mi niczym niezmącona pamięć wykreowanych przez siebie
myśli zaprzeszłych przeżytych chwil i momentów.
Zacznijmy od tego może, że obecnie
mam 32 lata a na imię mi Adam. W Polsce zostałem adoptowany jako
3-letni chłopiec przez polskich rodziców, a spłodzony z tego
co mi wiadomo przez ludzi pochodzenia rosyjskiego. Najbardziej w tym
wszystkim groteskowe jest to, że na chwilę obecną zarówno
jedni jak i drudzy nie podołali obowiązkowi jaki powinien spoczywać
na rodzicach w kwestii wychowania. Rodzice adopcyjni nie potrafili
pokochać cudzego dziecka uprzedmiotawiając go do roli psa ze
schroniska, a z kolei rodzice biologiczni poprzez swoje nałogi i
wartki sposób prowadzenia się zapomnieli o tym, że przed
niechcianą ciążą może uchronić prezerwatywa. Jak można być
tak wielce nieodpowiedzialnym, jak można pozwolić dziecku by czuło
się niczyje, okraść z dzieciństwa, dać i zabrać nadzieję na
lepsze jutro... Nikomu źle nie życzę pomimo, iż tak wielu chce
mnie sponiewierać, zgnębić, upokorzyć, znieważyć i zniszczyć
ale też nie pozwolę nadstawiać po raz kolejny drugiego policzka bo
brak reakcji też jest reakcją - niemą reakcją na przyzwolenie
czynienia komuś świadomie krzywdy. Sprawiedliwość prędzej czy
później nas dosięgnie, a skutki tego zapewne będą
opłakane.
Im starszy jestem tym więcej pytań
pozostaje bez odpowiedzi, a im więcej pytań tym więcej znaków zapytania. W pewnym momencie swojego życia nawet
próbowałem na siłę tłumaczyć i rozgrzeszać innych
kosztem tego by obarczać siebie winą za cudze niepowodzenia ale nie
tędy droga. Znowu zaczynam rozwodzić się nad mało co znaczącymi
rozterkami natury moralnej tudzież etycznej...
Nie pamiętam momentu gdy zostałem
zabrany z domu dziecko a miałem wtedy nie więcej niż 3 lata. Wraz
ze mną została adoptowana młodsza o rok przyrodnia siostra ale jej
osoby nie chciałbym poruszać w blogu przez wzgląd na to, że w
chwili obecnej nie utrzymujemy ze sobą kontaktu, a bardzo ją
szanuję. Nie raz już tak jest w życiu, że trzeba wybrać mniejsze
zło jakim jest rozłąka, która pozwala zachować resztki
szacunku do drugiego człowieka, by w pewnym momencie nie doprowadzić
do sytuacji, w której człowiek uzmysławia sobie, że zamiast
kochać zaczyna nienawidzić. Od nikogo nie można żądać by na
siłę się zmienił, o ile sam tego nie chce, by zaczął tolerować,
akceptować i szanować, a przestać obrażać, dyskryminować i
ośmieszać. Niejednokrotnie to co nam wydaje się słuszne w
odniesieniu do nas samych u drugiego człowieka może mieć odwrotny
skutek. Myśląc własnymi kategoriami, kategoryzujemy innych.
Tak jak już powyżej wspomniałem jako
mały chłopiec nie pamiętam momentu samego przysposobienia ale
sposób w jaki zostałem o tym fakcie poinformowany daje wiele
do życzenia. Mianowicie ta informacja nie została bezpośrednio
przekazana przez ówczesnych rodziców ale poprzez dzieci
z sąsiedztwa podczas jednej z zabaw na podwórku. Jako dziecko
w wieku wczesnoszkolnym przeżyłem traumę... jak to jest możliwe
że moi rodzice nie są moimi rodzicami... choć usilnie przekonywano
mnie że nie ten rodzic co urodzi ale co wychowa. I... zgodziłbym
się z tą tezą w momencie gdyby miała ona przedłożenie na
zastane realia. Próbować siebie przegadać można ale oszukiwanie siebie na dłuższą metę nie zda rezultatu.
Sam muszę przyznać się przed Wami,
że nie byłbym w stanie pokochać bądź kochał bym nieco „inaczej”
cudze dziecko w odniesieniu co do swojej biologicznej latorośli.
Taki już jestem i dlatego biorę odpowiedzialność za co co
„oswajam”. Zapewne wiąże się to też z faktem, że do pewnych
rzeczy trzeba dorosnąć, wziąć odpowiedzialność nie tylko za
swoje ale i też za cudze życie. Należało by poświęcić drugiej
osobie najcenniejsze co mamy a mianowicie swój czas. A ja...
ja chcę się dalej bawić własnym życiem, wtłaczać w nie kolory
i ubarwiać na swój sposób. Chcę tyle jeszcze w swoim
życiu dokonać, zwiedzić i poznać, a dziecko było by tyko
niepotrzebnym balastem. Dziecko nie jest marionetką w cudzych
rękach, które można na swoje podobieństwo kształtować. To
oddzielny byt który też czuje, też żąda, też ma coś ważnego do
powiedzenia.
Mieszkałem i wychowałem się w bardzo
małej miejscowości otoczonej lasami i jeziorami i mogło by się
wydawać że to spokojne i z dala od ludzi miejsce będzie napawać
optymizmem i hartować wolnomyślicielstwo, a epatowało złymi na wskroś emocjami. A swój osobisty
dramat odbywał się za zamkniętymi drzwiami w 4ech ścianach.
Mentalność ludzi z małej wioski potrafi bardzo przytłoczyć bo
zwraca się na to co powiedzą inni, czy to wypada i czy tak
przystoi. Zabija się kreatywność i nie pozwala rozwinąć skrzydeł
bo to co inne zaczyna drażnić i wprawiać w osłupienie, budzi
agresję. Inni uzurpują sobie prawo do tego by mieć monopol na
innych indywidualność. Częstokroć słyszy się wyzwiska,
wytykanie palcami, dochodzi nawet do szarpanin i bijatyk bo... ktoś
chce się wyjść poza strefę własnego komfortu, a tym samym łamiąc
pewne stereotypowe schematy myślowe. Owe akty agresji tłumaczy się
dobrą prozdrowotną profilaktyką leczenia pewnych zaburzeń
psychicznych, które nic nie mają wspólnego z chorobą psychiczną... a jest to zwykłe zastraszanie.
I żyjąc właśnie w takim środowisku
człowiek przesiąka na wskroś zepsuciem i wszech ogarniającym
smrodem nietolerancji i nie akceptacji. I tak też stało się z
ludźmi, którzy mnie adoptowali i których na chwilę
obecną nie można nazwać rodzicami bo kto z rodziców pod
naporem presji społecznej ugina się i wyrzeka własnego dziecka.
Jak trzeba być bardzo pogubionym i sparaliżowanym życiowo... Ale
tak się dzieje w momencie gdy człowiek nie ma sobie nic do
zarzucenia. Uważa się za ideał i wzór do naśladowania,
maskując swoje niedoskonałości i odgrywając wiele życiowych ról
przed znajomymi, kolegami i rodziną. Wtedy to obarcza się winą tych najbardziej
bezbronnych, maluczkich wmawiając im jak bardzo beznadziejni i
niepotrzebni są. Mnie chciano ukształtować na własne
podobieństwo, bym był idealny wręcz obsesyjnie doskonały.
Jakiekolwiek próby dezaprobaty a tym samym zmiany zastanego
ładu i porządku skutkowały znęcaniem się fizycznym i psychicznym
nade mną. Ten fakt rozwinę nieco później bo mrozi krew w
żyłach i jako że jestem już dorosłym mężczyzną to nadal
wywołuje to u mnie dreszcze na całym ciele.
Był czas, że próbowałem ich
nieludzkie zachowanie tłumaczyć tym, że sami nie mieli „łatwego”
dzieciństwa, że słowo kocham nie było na porządku dziennym, a
przytulenie i pieszczota schodziły na dalszy, odleglejszy plan.
Maskując to wszystko sam zaprzeczałem temu, iż dzieje się źle.
Każda wylana łza i rana cięta na przedramieniu wskazywały na to,
że tak bardzo niepożądany i niechciany jestem i tak bardzo siebie nienawidzę. W okresach gdy
działo się trochę więcej dobrego miałem zafałszowany obraz i poczucie
tego, że będzie lepiej, że jutrzejszy dzień przyniesie tak bardzo
przeze mnie upragniony moment otrzeźwienia i pożądany rachunek
sumienia. Do tego nigdy jednak nie doszło... a ból przybierał
na sile tak jak obrzydzenie do samego siebie.
Teraz z perspektywy czasu widzę jak
bardzo ludzie siebie krzywdzą gdy tak trudno jest przecedzić przez
zęby słowo przepraszam, proszę, wybaczam, żałuję.
Niejednokrotnie jest tak, że człowiek w swoich kłamstwach zaczyna
się gubić i na siłę próbuje wybrnąć obronną ręką z
opresji i poczucia winy. Wystarczy tylko zdobyć się na odwagę,
mocno uderzyć w pierś, wyznać winy i w miarę możliwości
naprawić wyrządzoną krzywdę. Jednakże urażona duma, splamiony
honor i nadwątlona ambicja nie pozwalają na to, by dać do
zrozumienia że jest się momentami słabszymi, pogubionymi i
potrzebującymi wsparcia i oparcia innych.
CDN.
Komentarze
Prześlij komentarz