-9- Kontynuując wszystko to co w poprzednim poście na końcu zaakcentowałem, chciałem kwestię mojego wizerunku rozwinąć i doprecyzować. Czy od zawsze miałem zamysł i plan na to jaki chcę być?... nie. Czy od zawsze chciałem wyglądać tak jak obecnie się prezentuję?... nie. Czy modyfikując się brałem pod uwagę negatywny rozgłos i rozdźwięk wypowiadanych przez innych słów?... nie. Czy brałem pod rozwagę i uwagę to, iż w parze z niecenzuralnymi słowami pójdą równie niecenzuralne czyny?... nie. Czy miałem pełną świadomość tego, jakie będą konsekwencje moich zmian?... nie. Czy brałem pełną odpowiedzialność za to kim/czym jestem i kim/czym chcę się stać?... nie. Czy od zawsze czułem się inny od reszty społeczeństwa???... tak. I to jedyne - tak - spośród wielu tych - nie - przeważyło szalę. Zadecydowało, że zmieniłem się nie do poznania ale nie tylko w sposób fizyczny - zewnętrzny ale też i psychiczny – wewnętrzny. Każda jedna zmiana niesie ze sobą ryzyko wykluczenia, a co za tym idzie i...
-8- Kolejny wpis... a ja ponownie w tym samym miejscu tylko, że nieco w innej pozycji. Czuję się jakbym ważył dwa razy więcej aniżeli wskazuje na to pomiar wagi. Tony nieprzebranych, zalegających i gnijących śmieci już od częściowo nadtrawionych myśli ciążą mi niemiłosiernie. Mięśnie zastałe, podkurczone nogi, ręce złożone w gest modlitewny, głowa w pozycji lewego półprofilu z widocznym na wpół lewym uchem, kręgosłup nienaturalnie wygięty w kształt litery S. Pot się ze mnie leje, do tego stopnia, że zaczynam się nim dławić łapiąc coraz to większe hausty przesyconego dwutlenkiem węgla powietrza. Bardzo wymownie kontrastuje to ze suchością warg, których spękana powierzchnia domaga się końca pory suchej, a jednocześnie wyczekuje pory deszczowej. Zakryty pod samą szyję zwinięty w rulon kołdrą próbuję odnaleźć dla siebie najwygodniejszą pozę. Przybrawszy pozę embrionalną wyczekuje i nasłuchuje wpatrzony w brudną futrynę okienną tego co przyniesie mi kolejny dzień. Tak... ja też miew...