-7- Nie potrafię zebrać się by przelać na papier wszystkiego tego co we mnie w środku drzemie. Od kliku godzin siedzę bezczynnie wpatrzony w jeden punkt na ścianie i nie mogę sensownie skleić ze zbitka słów chociażby jednego zdania. Czas spowalnia, a wskazówki zegara jakby bardziej złowieszczo wystukują kolejne sekundy uciekającego mi przez palce miarodajnego życia. Czuję się jakbym dryfował w próżni swojego jestestwa. Jedynym moim sprzymierzeńcem jest klawisz delete po którym wiodę bezwiednie ospałym palcem serdecznym prawej dłoni. Ból głowy z minuty na minutę przybiera na sile, jakby i on szukał ujścia z tej równie patowej sytuacji. Łzy same cisną się do oczu i tylko od czasu do czasu któraś bezwiednie spływając żłobi kolejny kanion na mym matowym, grafitowym policzku. Spływają coraz to większymi strumieniami zasilając zbiornik który swoje ujście ma na brodzie. Nie przecieram jej i daję czas by niczym gąbka wchłonęła nadmiar płynu. Nauczyłem się niemo szlochać z wściekłoś...
... żyjemy tak jak śnimy - samotnie ...